CYFROPOL

język polski przed maturą

KSIĄŻKI OTWIERAJĄ W MAGICZNY SPOSÓB PRZESZŁOŚĆ I PRZYSZŁOŚĆ, SĄ PO STRONIE ŻYCIA, NAWET JEŚLI OPISUJĄ ŚMIERĆ. OTWIERAJĄ OCZY KU PRAWDZIE, CHOCIAŻ BARDZO INTENSYWNIE PRZYGLĄDAJĄ SIĘ KŁAMSTWU.  A SŁOWA - TO WODA ŻYCIA, W KTÓREJ JESTEŚMY ZANURZENI I Z KTÓREJ PIJEMY - CIĄGLE NIENASYCENI.

                                                                            

Przed maturą!

JĘZYK POLSKI

Pomysły na lekcje ...

JĘZYK POLSKI

Testy, sprawdziany, ...

JĘZYK POLSKI

Stwórz swoją www

List do Eurydyki

Mona Lisa - antropocentryzm

Graficzna i tekstowa interpretacja wiersza

Miłość Stanisława Grochowiaka

Stanisław Grochowiak Miłość

 

 

Narysowano nas na tle wielkich chórów,
Nas małych, onieśmielonych, trzymających się za ręce.

 


Rzucono nas na światła proste i twarde jak liany,
Nas małych, onieśmielonych, trzymających się za ręce.

 


Piersi mojej dotknęli chromi, ust Twoich zgubieni.
My mali, onieśmieleni, trzymający się za ręce.

 


O tak, Kochana, każdy nasz krok i pieszczotę
Zapiszą w annałach dziejopisy strasznych wojen.

 


Umiera bowiem marmur, rozsypuje się papier,
Zostaniemy mali, onieśmieleni, trzymający się za ręce.

Interpretacja wiersza Stanisława Grochowiaka Miłość

     Szukając wiersza, który mogłabym zinterpretować graficznie, w sposób surrealistyczny, przyglądałam się twórczości poetów turpistycznych, bo wydawało mi się, że w ten sposób najłatwiej będzie wyrazić piękno brzydoty pisanej. Tak znalazłam Grochowiaka, a potem jego wiersz Miłość, który okazał się nie być czysto turpistycznym utworem, a bardziej klasycznym, jednak tak obrazowym, że zdecydowałam się go przelać na papier, na swój własny, miejscami podchodzący pod nadinterpretację sposób.

     Utwór w subtelny sposób opowiada o uczuciu dwojga ludzi. Jednym z nich jest podmiot liryczny, który swoją opowieść zaczyna od słów "narysowano nas na tle wielkich chórów", co potraktowałam dość dosłownie. Razem z kochanką czują się zagubieni, onieśmieleni, jakby chcieli się razem zawinąć w kłębek, sami, bez spoglądających na nich z góry chórów.

     Oskarża tłum o powierzchowne, zbyt proste i twarde ocenianie oraz brak zrozumienia, po czym powtarza, jak bardzo zagubiony i nieakceptowany się czuje.

     Zwraca się z troską do ukochanej, by pożalić się na krzywdę, jaką im wyrządzono, powtarza swój lament i poucza swoją kobietę, że nic nie umknie uwadze wścibskich ludzi. Jednak to okazuje się nie mieć znaczenia, bo - zgodnie z motywem vanitas - wszystko przemija, oprócz ich miłości i skrzywdzenia.

    Tę subtelność namiętnego uczucia dwojga ludzi ukazał na swoim obrazie Pocałunek Gustav Klimt: mężczyzna czule obejmuje się z ukochaną, całując ją w policzek. Zachowuje w ten sposób balans odpowiedni, by przedstawić zarówno rodzaj, jak i niewinność ich miłości, dlatego uznałam ten obraz za świetną inspirację do mojej pracy.

     Na moim rysunku nie ma jednak dwojga ludzi, a jest kobieta i potwór. Potwór o głowie na kształt rozkładającej się ludzkiej czaszki, ze sflaczałą skórą, mackami zamiast kończyn i silnymi ramionami pokrytymi czymś na wzór kory drzewa. Jego ukochana albo nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wygląda jej mężczyzna, bo ma zamknięte oczy, albo jej to po prostu nie obchodzi, bo czuła się skrzywdzona i nieakceptowana, dopóki ktoś jej szczerze nie pokochał, a zamyka oczy, by uciec od surowej oceny chórów.

     Macki potwora oplatają kobietę niczym liany, ale te dają jej poczucie bezpieczeństwa i bycia kochaną, a nie pogardy i osądzenia. Marmurowe chóry niszczeją, a oni nadal trzymają się w objęciach.

     Wiersz opowiada o problemie niezrozumienia przez społeczeństwo i daje rozwiązanie w postaci miłości, którą należy rozumieć szerzej niż ta wielokrotnie podkreślana w wierszu. Tłum patrzy powierzchownie, pochopnie ocenia, nie stara się zrozumieć; brakuje tu miłości do bliźniego. Zakochani odnalazłszy drugą połowę, zamykają się na świat w swoim małym szczęściu i wielkiej krzywdzie, nie próbując nawiązać dialogu ze społeczeństwem, by osiągnąć większe szczęście. Są na swój sposób zawistni i nie chcą przebaczyć, więc - jak to w życiu bywa - obydwie strony są winne, choć niekoniecznie w jednakowym stopniu.

                                                                                                                                                                                                                 Zofia D.