CYFROPOL

język polski przed maturą

KSIĄŻKI OTWIERAJĄ W MAGICZNY SPOSÓB PRZESZŁOŚĆ I PRZYSZŁOŚĆ, SĄ PO STRONIE ŻYCIA, NAWET JEŚLI OPISUJĄ ŚMIERĆ. OTWIERAJĄ OCZY KU PRAWDZIE, CHOCIAŻ BARDZO INTENSYWNIE PRZYGLĄDAJĄ SIĘ KŁAMSTWU.  A SŁOWA - TO WODA ŻYCIA, W KTÓREJ JESTEŚMY ZANURZENI I Z KTÓREJ PIJEMY - CIĄGLE NIENASYCENI.

                                                                            

Przed maturą!

JĘZYK POLSKI

Pomysły na lekcje ...

JĘZYK POLSKI

Testy, sprawdziany, ...

JĘZYK POLSKI

Stwórz swoją www

O pozytywizmie całościowo

"Lalka" Bolesława Prusa

Mieszczaństwo w "Lalce"

T: Obraz mieszczaństwa w Lalce B. Prusa.

 

Podział mieszczaństwa ze względu na zamożność:

- burżuazja: Wokulski i Szlangbaum,

- średniozamożni kupcy i rzemieślnicy,

- drobnomieszczaństwo – bez większego majątku i wykształcenia (subiekci).

 

Podział mieszczaństwa ze względu na pochodzenie:

a) żydowskie (np. Szlangbaum, Szuman):

  • zamożni, ale tego nie manifestują, żyjąc skromnie i oszczędzając,

  • tracą jednak pokorę uzyskawszy wyższy status społeczny,

  • kiedy pojawia się zagrożenie – pokorni,

  • wymagający wobec pracowników, trzymający dyscyplinę,

  • często bogacą się poprzez lichwę, okazując bezwzględność w ściąganiu należności,

  • są niezastąpieni w spółkach handlowych,

  • dla zysku są gotowi zrobić wszystko,

  • potrafią działać szybko i zdecydowanie,

  • można na nich polegać w różnych sytuacjach, zwłaszcza tych wymagających dyskrecji,

  • są wśród Żydów jednostki pozytywne – doktor Szuman i stary Szlangbaum, uczestnicy powstania styczniowego, czujący się Polakami;

 

b) niemieckie (np. Minclowie):

  • wymagający od innych i od siebie,

  • zdyscyplinowani i trzymający porządek,

  • oszczędni i w ten sposób dochodzący do majątku gromadzonego przez lata,

  • pracowici i sumienni,

  • opiekuńczy w stosunku do pracowników (subiekci traktowani byli jak rodzina; stary Mincel uczył ich oszczędności) – 21 (porządek dnia), 25 – stosunek do subiektów,

  • Jan Mincel mówił, że jest polskiego pochodzenia – 124;

 

 c) polskie (Wokulski, Rzecki, subiekci Wokulskiego):

  • mniej przedsiębiorczy niż Żydzi Niemcy,

  • ubożsi i dlatego nie angażowali się aż tak bardzo w rozwój przemysłu,

  • dopuścili obcy kapitał, bo ich samych nie było stać na dominację,

  • Wokulski – przedsiębiorczy, szybko zgromadził majątek, ale ryzykował jego utratę, kierował się miłością, a nie trzeźwym rozumowaniem, stał się rozrzutny,

  • jak Wokulski, tak i reszta polskich mieszczan wzoruje się na arystokracji, przejmuje jej styl życia.

 

Praca z fragmentami tekstu

  1. Wokulski zestawia arystokrację z mieszczaństwem i szlachtą (I 9, s. 101)

I zdawało mu się, że między tymi ludźmi życie upływa prościej i weselej aniżeli między nadętym mieszczaństwem albo arystokratyzującą szlachtą.

 

Ten sąd Wokulskiego jest tymczasowy, przynajmniej w spojrzeniu na arystokrację. Aczkolwiek zdaje sobie sprawę, że arystokracja w pewnych sytuacjach czuje się swobodna, funkcjonuje w luźnym związku z rzeczywistością, w półrealnej, onirycznej przestrzeni zabawy, flirtu, teatru.

 

  1. Po wyjściu ze święconego i po rozmowie z prezesową Zasławską Wokulski idzie w stronę placu Ujazdowskiego i spotyka ludzi ze swojej warstwy (I 9, s. 107):

Wielu spomiędzy nich znał osobiście. Oto rymarz, który dostarcza mu wyrobów skórzanych, jedzie na spacer z żoną, grubą jak beczka cukru, i wcale ładną córką, z którą chciano go swatać. Oto syn rzeźnika, który do sklepu, niegdyś Hopfera, dostarczał wędlin. Oto bogaty cieśla z liczną rodziną. Wdowa po dystylatorze, również mająca duży majątek i również gotowa oddać rękę Wokulskiemu. Tu garbarz, tam dwaj subiekci bławatni, dalej krawiec męski, mularz, jubiler, piekarz, a oto - jego współzawodnik, kupiec galanteryjny, w zwykłej dorożce. Większa ich część nie widziała Wokulskiego, niektórzy jednak spostrzegli go i kłaniali mu się; lecz byli i tacy, którzy spostrzegłszy go nie kłaniali się, a nawet uśmiechali się złośliwie. Z całego mnóstwa tych kupców, przemysłowców i rzemieślników, równych mu stanowiskiem, niekiedy bogatszych od niego i dawniej znanych w Warszawie, on tylko jeden był dziś na święconym u hrabiny.

 

Wokulski patrzy na tę grupę z innej perspektywy, ale i sam jest postrzegany przez innych w specyficzny sposób: jedni mu zazdroszczą, inni go nienawidzą, jeszcze inni chcą się do niego zbliżyć. Jedno jest pewne: wszyscy go znają.

Wokulski zdaje sobie sprawę, że jego miejsce powinno być między nimi. Tu chciano go swatać, tu był partią oczekiwaną i pożądaną, tu mógł znaleźć swoje spokojne miejsce. On jednak dla swojej miłości chciał pokonać nieprzebytą dla przeciętnych barierę społeczną.

Bohater dokonuje w tym momencie bilansu swojego życia:

 

„Mam nieprawdopodobne szczęście - myślał. - W pół roku zrobiłem majątek krociowy, za parę lat mogę mieć milion... Nawet prędzej... Dziś już mam wstęp na salony, a za rok?... Niektórym z tych, co przed chwilą ocierali się o mnie, przed siedemnastu laty mogłem usługiwać w sklepie, a nie usługiwałem chyba dlatego, że żaden nie wstąpiłby tam. Z komórki przy sklepie do buduaru hrabiny, co za skok!... Czy aby ja nie za prędko awansuję?” - dodał z tajemną trwogą w sercu.

 

Ta trwoga w sercu to niepokój o przyszłość, to pytanie o cenę, jaką trzeba będzie zapłacić za awans społeczny. I bohater tę cenę będzie musiał zapłacić.